Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Przez lata model był prosty: produkt pozostawał w Chinach do chwili zakupu, a następnie pojedyncza paczka ruszała bezpośrednio do europejskiego konsumenta. Ten model nie znika, ale coraz więcej wskazuje na to, że przestaje być oczywistym wyborem dla każdej kategorii produktu i na każdym etapie rozwoju chińskiego sprzedawcy.

Najciekawszy sygnał nie pochodzi tym razem z Europy, lecz z Chin. Według Generalnej Administracji Celnej Chin eksport realizowany z wykorzystaniem zagranicznych magazynów wzrósł w pierwszej połowie 2026 r. 3,3-krotnie. Rok wcześniej wartość całego chińskiego handlu transgranicznego w e-commerce – importu i eksportu łącznie – osiągnęła 2,84 bln juanów.

Trudno traktować to już jako niszową optymalizację logistyczną. Coraz wyraźniej widać zmianę sposobu, w jaki część chińskich firm organizuje sprzedaż zagraniczną.

Jednocześnie Europa zmienia warunki, które przez lata sprzyjały bezpośredniej wysyłce małych paczek z Chin. W 2025 r. do UE trafiło około 5,88 mld produktów w przesyłkach o niskiej wartości, o 26% więcej niż rok wcześniej. Według danych Komisji Europejskiej aż 93% ich wolumenu pochodziło z Chin.

Od 1 lipca 2026 r. zmieniły się również warunki celne dotyczące przesyłek o wartości poniżej 150 EUR. UE wprowadziła przejściowe cło w wysokości 3 EUR, naliczane według odrębnych kategorii taryfowych znajdujących się w przesyłce.

Dla chińskiego e-commerce rachunek ekonomiczny zaczyna więc wyglądać inaczej.

Zmienia się nie tylko trasa paczki

Magazyn zagraniczny nie jest nowym wynalazkiem. Chińscy sprzedawcy od lat wykorzystują centra logistyczne i fulfillmentowe w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Polsce, Hiszpanii czy innych europejskich lokalizacjach. Nowa jest przede wszystkim skala i tempo wzrostu tego modelu.

Także chińska polityka handlowa wyraźnie go wspiera. W rządowych planach na 2026 r. znalazło się dalsze rozwijanie modelu „cross-border e-commerce + overseas warehouses”, a Ministerstwo Handlu zapowiada cyfryzację i modernizację zagranicznych centrów magazynowych.

Różnica między dwoma sposobami sprzedaży jest fundamentalna.

W klasycznym modelu direct shipping wygląda to tak:

fabryka lub magazyn w Chinach → zamówienie klienta → pojedyncza paczka → odprawa → europejski konsument

W modelu z zapasem lokalnym:

Chiny → większa dostawa do magazynu w UE → lokalny zapas → zamówienie klienta → dostawa z Europy

Dla konsumenta różnica może sprowadzać się do tego, że przesyłka dociera następnego dnia zamiast po tygodniu. Dla sprzedawcy zmienia się jednak znacznie więcej niż sam czas dostawy.

Dlaczego bezpośrednia wysyłka traci część swojej przewagi

Direct shipping ma potężną zaletę: sprzedawca nie musi z góry przewidywać, gdzie pojawi się popyt.

Towar pozostaje w Chinach, a dopiero konkretne zamówienie uruchamia transport. Nie trzeba wcześniej wynajmować powierzchni magazynowej, finansować europejskiego zapasu ani podejmować decyzji, ile sztuk wysłać do Niemiec, Polski czy Hiszpanii. Ten model jest szczególnie atrakcyjny przy ogromnej liczbie SKU, niskiej wartości produktów i trudnym do przewidzenia popycie.

Część jego przewag jest jednak stopniowo równoważona przez nowe koszty i ryzyka.

Od lipca zmieniło się podejście UE do małych importów. Kolejne elementy reformy celnej zmierzają w stronę większej identyfikowalności produktów oraz przenoszenia większej odpowiedzialności za formalności na platformy i sprzedawców dokonujących sprzedaży na odległość.

Do samego kosztu celnego dochodzą również elementy, których nie widać bezpośrednio w taryfie: czas dostawy, koszt zwrotów, przewidywalność ostatniej mili, możliwość szybkiej wymiany produktu czy oczekiwania marketplace’ów dotyczące czasu realizacji zamówienia.

Direct shipping pozostanie ważnym modelem, ale w części kategorii jego przewaga ekonomiczna nad wcześniejszym umieszczeniem towaru w Europie może stopniowo maleć. Przy odpowiedniej skali lokalny zapas staje się po prostu coraz bardziej konkurencyjny.

Europa mocniej patrzy też na to, co znajduje się w paczce

Zmiana nie dotyczy wyłącznie podatków i logistyki. Unijne organy coraz większą uwagę poświęcają zgodności produktów sprzedawanych bezpośrednio z państw trzecich.

W skoordynowanych kontrolach przeprowadzonych w UE w 2025 r. duża część sprawdzanych produktów sprzedawanych przez e-commerce z państw trzecich nie spełniała wszystkich wymaganych norm. W przypadku zabawek i małej elektroniki 55% kontrolowanych sztuk uznano za niezgodne, a wśród produktów skierowanych następnie do badań laboratoryjnych 84% oceniono jako niezgodne lub niebezpieczne. W kolejnych kontrolach wysokie poziomy niezgodności odnotowano również m.in. w przypadku kosmetyków i środków ochrony indywidualnej.

Takie dane nie pozwalają oczywiście uznać chińskich produktów za problematyczne z definicji. Wyjaśniają jednak, dlaczego UE coraz większy nacisk kładzie na identyfikowalność produktu, dokumentację, oznakowanie, odpowiedzialność poszczególnych podmiotów w łańcuchu dostaw oraz możliwość szybkiego wycofania produktu z rynku.

Dla profesjonalnego chińskiego sprzedawcy lokalizacja zapasu może więc być częścią szerszego procesu dojrzewania europejskiej działalności. Europejski magazyn rozwiązuje problem szybkości i dostępności towaru, ale jednocześnie otwiera cały zestaw nowych kwestii operacyjnych.

1. VAT: towar zaczyna mieć europejski adres

Dopóki pojedynczy produkt jest wysyłany z Chin po złożeniu zamówienia, sprzedawca funkcjonuje w modelu importowej sprzedaży na odległość. Gdy większa partia towaru zostaje wcześniej sprowadzona do magazynu w UE, sytuacja podatkowa staje się bardziej złożona.

Pojawia się import zapasu, VAT importowy, a przechowywanie towarów w konkretnym państwie członkowskim może oznaczać konieczność lokalnej rejestracji VAT. Sprzedaż z takiego magazynu do konsumentów w innych państwach UE może następnie korzystać z mechanizmów takich jak OSS, ale dokładny model zależy od struktury sprzedaży, lokalizacji zapasów oraz udziału marketplace’u.

Decyzja „umieśćmy towar w Europie” szybko okazuje się więc również decyzją podatkową.

2. Cło: jedna duża dostawa nie usuwa problemu importu

Przejście z tysięcy małych przesyłek na zbiorczy import do magazynu może uprościć logistykę, ale wymaga bardziej klasycznego podejścia do odprawy celnej.

Trzeba określić klasyfikację taryfową, wartość celną, pochodzenie towaru, dokumentację oraz podmiot odpowiedzialny za import. W praktyce pojawia się też pytanie, które chińskie firmy często formułują jako problem importer of record: kto formalnie wprowadza towar do UE, kto składa lub organizuje zgłoszenie i na kim spoczywają związane z tym obowiązki.

Sam wybór magazynu nie odpowiada na te pytania. Operator logistyczny, sprzedawca, europejska spółka zależna i przedstawiciel celny pełnią różne role, a źle zaprojektowana struktura może ujawnić problem dopiero wtedy, gdy pierwszy kontener jest już w drodze.

3. Product compliance: towar jest już fizycznie na rynku europejskim

Lokalny zapas zwiększa także znaczenie zgodności produktowej.

W zależności od kategorii produktu mogą pojawić się wymogi dotyczące m.in. oznakowania CE, dokumentacji technicznej, instrukcji i ostrzeżeń, etykiet, danych producenta i importera, osoby odpowiedzialnej w UE albo obowiązków wynikających z sektorowych regulacji produktowych.

Do tego dochodzi rozporządzenie GPSR, które zwiększyło wymagania dotyczące bezpieczeństwa i identyfikowalności produktów konsumenckich sprzedawanych także online oraz nałożyło konkretne obowiązki na marketplace’y.

Dla firmy, która wcześniej przede wszystkim wysyłała produkty do europejskich klientów, zmienia się więc charakter pytania. Nie chodzi już tylko o to, czy produkt można dostarczyć do Europy, ale czy firma jest przygotowana do legalnego i trwałego utrzymywania go w obrocie na rynku europejskim.

4. Zwroty przestają być problemem klienta, a stają się procesem firmy

Direct shipping działa znacznie lepiej w jedną stronę niż w drugą. Wysłanie produktu z Shenzhen do klienta w Europie jest stosunkowo łatwe; odesłanie go przez konsumenta do Chin jest już znacznie mniej atrakcyjne ekonomicznie i operacyjnie.

Lokalny magazyn pozwala stworzyć europejski adres zwrotów, kontrolować stan oddawanych produktów, ponownie wprowadzać część z nich do sprzedaży, wykonywać wymiany i szybciej rozwiązywać reklamacje. Jednocześnie wymaga zbudowania procesu reverse logistics.

Trzeba określić, kto odbiera zwrot, kto ocenia jego stan, czy produkt może wrócić do sprzedaży, co zrobić z towarem uszkodzonym i jak obsługiwać zwroty pochodzące z kilku państw.

Dla dużego europejskiego sklepu internetowego są to codzienne procesy operacyjne. Dla chińskiej firmy wchodzącej głębiej na europejski rynek mogą być zupełnie nową kompetencją.

5. Fulfillment staje się zarządzaniem europejską operacją

Wybór magazynu również szybko okazuje się czymś więcej niż porównaniem ceny za paletę.

Firma musi zdecydować, gdzie trzymać zapas, jak szybko realizować zamówienia, jak integrować systemy z marketplace’ami, jak zarządzać stanami magazynowymi, jak pakować towary, jakich przewoźników używać, jak rozliczać przesunięcia zapasów i kiedy uruchomić kolejny magazyn.

W ten sposób pojawia się ryzyko odwrotne do tego, które znamy z direct shippingu. Wcześniej problemem był długi czas dostawy. Po przejściu na model lokalnego magazynowania problemem może być towar o wartości 100 tys. EUR leżący w niewłaściwym magazynie i w niewłaściwym kraju.

Lokalizacja zapasu nie jest więc wyłącznie decyzją logistyczną. Wpływa jednocześnie na podatki, przepływy pieniężne, sprzedaż, obsługę klienta i strukturę całej europejskiej działalności.

Najbardziej prawdopodobny jest model hybrydowy

Nie należy oczekiwać, że chiński e-commerce nagle przestanie wysyłać małe paczki bezpośrednio do Europy. Bardziej prawdopodobny jest podział produktów i wykorzystanie różnych modeli zależnie od kategorii, marży oraz przewidywalności popytu.

Nowe SKU i towary o niepewnym popycie mogą nadal być testowane przez direct shipping. Bestsellery, produkty kupowane regularnie oraz kategorie, w których czas dostawy i łatwość zwrotu silnie wpływają na konwersję, mogą być przenoszone do europejskich magazynów.

Chińska firma może więc najpierw sprawdzić popyt, wysyłając produkty bezpośrednio z Chin, a dopiero później umieścić najlepiej sprzedające się towary bliżej klienta.

Właśnie dlatego wzrost eksportu realizowanego z wykorzystaniem zagranicznych magazynów jest tak interesujący. Nie pokazuje jedynie rozwoju logistyki. Sugeruje, że część chińskich sprzedawców przechodzi od testowania europejskiego rynku do budowania na nim trwałej infrastruktury operacyjnej.

Dla europejskich usługodawców najważniejszy jest moment pierwszego zapasu

To może być jeden z najbardziej niedocenianych sygnałów sprzedażowych w relacjach B2B z Chinami.

Chińska firma może przez lata sprzedawać do Europy bez potrzeby korzystania z lokalnej kancelarii prawnej, doradcy VAT, księgowego czy europejskiego operatora magazynowego. Potem podejmuje jedną decyzję:

„Umieszczamy zapas w Europie.”

Wtedy niemal natychmiast pojawia się seria pytań: kto importuje towar, gdzie zarejestrować VAT, czy potrzebna jest lokalna spółka, czy etykiety i dokumentacja odpowiadają wymaganiom UE, kto obsłuży zwroty, jak zorganizować sprzedaż do kilku krajów, który magazyn wybrać i jak rozliczać przesunięcia towaru.

To właśnie w tym momencie europejska wiedza lokalna zaczyna mieć wysoką wartość. Nie dlatego, że chińska firma postanowiła „wejść do Europy” w abstrakcyjnym sensie, lecz dlatego, że towar fizycznie znalazł się w Europie i trzeba nim tutaj legalnie i efektywnie zarządzać.

Koniec direct shippingu? Nie. Ale jego pozycja się zmienia

Model paczki wysyłanej bezpośrednio z Chin pozostanie ważnym elementem chińskiego cross-border e-commerce. Nadal ma bardzo dobre uzasadnienie dla określonych produktów, modeli biznesowych i etapów testowania rynku.

Zmienia się jednak otoczenie. UE ogranicza część dotychczasowych przewag małych importów, wzmacnia kontrolę produktów i zwiększa odpowiedzialność podmiotów organizujących sprzedaż. Chiny z kolei aktywnie rozwijają model oparty na zagranicznych magazynach, a przedsiębiorstwa coraz szerzej z niego korzystają.

3,3-krotny wzrost eksportu realizowanego przez zagraniczne magazyny w pierwszej połowie 2026 r. może być jednym z pierwszych wyraźnych sygnałów, że kolejny etap chińskiego cross-border e-commerce będzie coraz częściej odbywał się nie tylko z Chin do Europy, lecz także wewnątrz samej Europy.

Dla europejskich firm usługowych jest to ważna zmiana. Im więcej chińskiego towaru znajduje się fizycznie w Europie, tym więcej kwestii podatkowych, celnych, prawnych, logistycznych i związanych ze zgodnością produktową trzeba rozwiązywać lokalnie.

A właśnie w tym miejscu powstaje rynek dla europejskich specjalistów.